wtorek, 29 listopada 2016

Co skrywa sie pod tym usmiechem?

Czesc :)


Ktos kto nie dziala w branzy blogerow/vlogerow, a nawet ten co sie tym zajmuje, ale robi to tylko po to, aby czerpac z tego zyski; nie zrozumie jaka radosc niesie z soba tabelka przedstawiajaca nieustannie rosnaca liczbe wyswietlen, komentarzy, polubien, obserwatorow. Dzieki temu wiemy, ze dzieki naszej "pracy" ( ulubionej formie spedzania wolnego czasu poswieconemu pisaniu nowych tekstow, robieniu zdjec, nagrywaniu filmikow, przygotowywaniu projektow) nie tylko rozwijamy siebie, ale robimy cos dla kogos kogo nawet nie znamy. Ktos zupelnie dla nas obcy docenia wlozony przez nas wysilek, obserwuje nas, byc moze mowi o nas swoim znajomym i tak o to zaczynamy tworzyc wspolnote :)Tym o to wstepem chcialabym podziekowac Wam, za wasza aktywnosc na tej stronie, poniewaz bez Was- czytelnikow, czyli najwazniejszych osob, nie bylo by bloga www.nastolatka-za-granica.blogspot.be.Dwa tygodnie temu pod wpisem otwierajacym nowa serie pojawil sie komentarz, ktory nie ukrywam dal mi bardzo duzo do myslenia. Po "bitwie" ze swoimi myslami, postanowilam podjac sie rzuconego mi wyzwania i tak o to w dniu dzisiejszym bedziecie mogli przeczytac tekst, w ktorym opowiem o tym co tak naprawde ukrywa sie pod tym usmiechem, co tak naprawde czuje.



Ponad czternascie dni nieobecnosci w Internecie- na blogu, instagramie, facebooku, czy snapchacie. Za to ciezka praca w szkole jak i w domu. To trudny okres. Sprzeczki, powazne klotnie, ciche dni, zlosc, chwilami radosc, nieprzespane noce, wylane morze lez, bezradnosc, zwatpienie, proby powstania, odbudowania, zamykanie sie w sobie, powroty do przeszlosci, chec powrotu do ojczyzny... Za duzo tego wszystkiego jak na jedna, mala, nastolatnia, Moja glowe. Czym jest to spowodowane? Nie jestem specjalistka w tych sprawach, nie jestem w stanie wystawic jasnej diagnozy, moge jedynie przypuszczac iz moj dotychczasowy styl zycia zaczal mnie przytlaczac, przygnebiac. Cala swoja uwage koncentruje na nauce i obowiazkach domowych. Za cel obralam sobie: byc najlepsza uczennica, wyrozniac sie wsrod innych swoja wiedza,miec najwyzsze noty z testow, pokazac innym, ze ktos kto mieszka w Belgii tylko dwa lata moze duzo osiagnac. W domu takze byc "przykladem" tym razem corki, , ktora pomoze we wszystkim: posprzata, ugotuje, zrobi zakupy, wstawi pranie, zajmie sie swoja mlodsza siostra. To wszystko wiaze sie oczywiscie z ciezka praca, ktora trzeba wykonac. Ale efekty sa tego warte. I gdy dwa razy z rzedu dostajesz 0/20 ze sprawdzianu, bo gdzies ci sie podwinela noga, a cala klasa zaczyna wytykac ci twoje slabosci i zyczy ci najgorzej mowiac ci to prosto w oczy. Na dodatek domownicy zaczynaja krytykowac kazda najmniejsza, nawet nie majaca wiekszego znaczenia, niedokladnie wykonana czynnosc. Zaczynasz podupadac na ambicji i myslisz sobie, ze nie mozesz okreslic sie mianem osoby,ktora inni mogli by stawiac za wzor.

Z tego powodu zamknelam sie w swoich czterech scianach i caly swoj wolny czas spedzalam nad ksiazkami. Co zaowocowalo poprawionymi ocenami. Ale nie sprawilo mi to duzej radosci, pracowalam dalej do poznych godzin wieczornych, a przed pojsciem spac marzylam o tym ,aby w tym momencie byc w zupelnie innym miejscu na Ziemii- w Polsce. Jedyne co chcialam to znalezc sie u boku mojej babci, w domu, w ktorym sie wychowalam. W domu, w ktorym spedzilam najlepsze lata mojego dziecinstwa. Przy okazji spotkac sie ze swoja kuzynka oraz przyjaciolka. Porozmawiac z nimi, spedzic razem czas, powyglupiac sie. Nadrobic to co stracilysmy. Zeby wszystko bylo tak jak dawniej- przed przeprowadzka za granice. Aby nikt nie odczul mojej nieobecnosci.Na szczescie po wspolnie spedzonym weekendzie ( z tata, jego partnerka, moja siostra i bratem) moj humor ulegl (delikatnej) poprawie. Zauwazylam co prawda slabe, ale jednak widoczne dla mnie swiatelko w tunelu i to w jego strone mam zamiar sie kierowac. Pokonujac przeszkody, ktore znajda sie na mojej drodze. Kroczenie przez zycie, wyznaczanie nowych celow, do ktorych chcielibysmy dojsc nie nalezy do  najlatwiejszych. Ale nikt nam tego nigdy nie obiecywal. Nie naleze do osob o mocnych nerwach, wiem, ze jeszcze nie raz wyleje mnostwo lez, zwatpie w swoje mozliwosci, bede chciala sie poddac, zawrocic z tej drogi. Ale wiem rowniez to, ze mam kolo siebie ludzi, ktorzy chca i sa w stanie mi pomoc. Jedyne co musze zrobic to otworzyc sie przed nimi, nie bac sie mowic o tym co czuje, zaufac. Razem na pewno znajdziemy rozwiazanie problemu. Zaczynam przekonywac sie do slow wypowiedzianych kiedys przez moja przyjaciolke. Teraz tez kazdy poranek zaczynam slowami byc moze banalnymi, ale mi pomagajacymi "To bedzie dobry dzien".


Po napisaniu tego tekstu, przeczytalam go od poczatku do konca i odnosze wrazenie, ze nalezy on do tych chaotycznych, w ktorych glowna role graja emocje, w tym przypadku negatywne. Nie jestem w 100% przekonana do tego, czy moje " wyznanie" nadaje sie do opublikowania. ALE mozna sprobowac. Jestem ciekawa co sadzicie o tym poscie, dlatego koniecznie zostawcie pod nim komentarze, w ktorych wyglosicie swoja opinie. 

A jak to jest u Was?  Zdarzaja sie Wam takie chwile jak moje? 

 Jesli tak, to jak sobie z nimi radzicie? 

Na koniec przypominam Wam, ze mozecie skontaktowac sie ze mna, piszac wiadomosc na e-mail:magdalena.stozynska99@gmail.com. Do tego zachecam do zaobserowania mojego instagrama: magdastozynska oraz do dodania mnie do znajomych na snapchacie:maagdaalenkaa99.

sobota, 12 listopada 2016

Siedem dni z mojego zycia w jednym poscie


Witam sie z Wami na tym blogu juz po raz 25-aty i nie chce robic tego tak jak do tej pory, czyli sucho rzuconym slowem " Czesc" - standardowo, nudno. Chce sie rozwijac,to samo chce robic ze swoja strona internetowa, dlatego postanowilam dodac tutaj kilka nowych elementow.- Blizsze zapoznanie Was z jezykiem francuskim. Co powiecie na taki poczatek wpisu: Salut tout le monde, aujourd' hui je vous invite à lire un nouveau post preparé par moi-meme pour vous. czyli: Czesc wszystkim, dzis zapraszam was do przeczytania nowego postu przygotowanego  przeze mnie dla Was.
Do glowy wpadlo mi tez kilka pomyslow na nowe serie wpisow, ktore niedlugo moglyby sie tutaj pojawic. Ale nie trzeba dlugo czekac na to, aby poznac jedna z nich- otoz to tekst, ktory czytacie w tej chwili jest wprowadzeniem do - Co niedzielnego podsumowania mijajacego tygodnia. Za kazdym razem znajdziecie siedem (czasem i  wiecej ) zdjec, ktorym bedzie towarzyszyl tekst, w ktorym opisze poszczegolne dni tygodnia.
Czesto mowiliscie mi, ze z chcecia poznacie mnie blizej. Ze ciekawi Was moje zycie codzienne, to co robie, co przezywam, . Takze mam nadzieje, ze zaspokoi Was taka forma przekazania tych informacji.
Po przeczytaniu wpisu, koniecznie dajcie mi znac w komentarzach co myslicie o tym pomysle. 


Poniedzialek, 7 listopada

Zwykle poniedzialkowe poranki zaliczane sa do tych trudnych, ale poniedzialkowe poranki po tygodniowych feriach jesiennych to dopiero jest koszmar. Powolne przyszykowanie sie do szkoly: makijaz, wybranie ubran, spakowanie ksiazek, gorace kakao, po czym o godz. 8:00 czas wyjsc z domu.  I znajduje sie w miejscu, w ktorym okropnie marzne, poniewaz wszystkie znajdujace sie w klasie grzejniki sa zapowietrzone i nie ma nikogo kto moglby to naprawic. Do tego wszystkiego pada deszcz, ze zmeczenia oczy same mi sie zamykaja, nauczycielka z flamandzkiego robi niezapowiedziany test na 5 minut przed koncem lekcji. I gdyby tego bylo malo zaczal mi sie cykl( jakby to ladnie ujac) ciezkich, kobiecych dni. To tak jakby zmienic date dnia przynoszacego nieszczescie z piatku 13-ego na poniedzialek 7- ego. 



Wtorek, 8 listopada



Moge smialo powiedziec, ze te poczatek tego tygodnia przynosi mi  pasmo samych nieszczesc. Czy ktos zyczy mi zle? Albo jak pech to pech ( i to po calosci) i nadzwyczajniej w swiecie Magda nawet w okularach, na dodatek z nowo wymienionymi szklami nie jest w stanie zobaczyc jednego, ale jakze waznego schodka. Przez co schodzac w pewnym momencie konczy lezac na podlodze jak sledz. 
Na poczatku nic mnie nie bolalo. Wstalam, otrzepalam sie i poszlam do szkoly. Po ok. 2 godzinach zaczelam odczuwac bol w okolicy kostki, pozniej bylo co raz gorzej. Stopa spuchla, zrobila sie sina i nie dalam rady postawic jej twardo na ziemi. Bol niesamowity, przez ktory nie dam rady zasnac. ( pisze to o 1:37). 
Ale jest i zaleta tego wypadku. W koncu znalazlam czas na spokojne poczytanie ksiazki. Moj nowy nabytek z biblioteki. Juz zapomnialam jak cudownie czuje sie zaglebiajac sie w historie tak, ze trace kontakt z rzeczywistoscia ( chociaz o bolu nie zapominam) i nie wiem kiedy, jak i gdzie czas mija tak szybko i zegar wskazuje 1:15. :)



Sroda, 9 listopada




Jesien i zima to dwie najgorsze pory roku jesli chodzi o stan moich dloni. Suche, odstajace, przez co zadzierajace sie skorki, spierzchnieta skora bardzo czesto z ranami pomiedzy palcami, ktorych nie da sie zagoic to u mnie codziennosc. Nie chce przechodzic przez to samo kolejny raz dlatego w tym roku postanowilam temu zapobiec i skupic wieksza uwage na pielegnacji. I buszujac po Internecie znalazlam przepis na maseczke z siemienia lnianego. Caly proces jest banalnie prosty. 

  1. Rozpuszczamy 1 lyzeczke mielonego lnu w 3/4 szklanki cieplej wody.
  2. Mieszamy, czekamy az calosc napecznieje i ostygnie.
  3. Moczymy nasze dlonie w uzyskanej " papce" przez 15 minut wcierajac ja w skorki wokol paznokcia. 
  4.  Splukujemy maszeczke letnia woda. Po czym aplikujemy na nasze dlonie krem nawilzajacy. 
Nic trudnego i podobno potrafi zdzialac cuda. Zobaczymy jak sprawdzi sie ( a moze lepiej CZY sprawdzi sie) u mnie. Jesli bedziecie ciekawe efektow na pewno dam Wam znac.


Czwartek, 10 listopada



Pomimo tego, ze naleze do grona osob, ktore nie lubia spedzac zbyt duzo czasu w lozku. To i tak jestem zdania, ze pobudka o godzinie 5:30 to zbrodnia
Za oknem "noc- ciemno i zimno. W nielicznych oknach sasiadujacych kamienic zapala sie swiatlo. Ludzie powoli witaja nowy dzien, ktory zapewne spedza w pracy. A ja pelna para szykuje sie na wycieczke miedzyklasowa- wszystkie czwarte klasy general, technikum i zawodowki- z okazji dnia sportu.  Niestety zostal wprowadzony calkowity zakaz telefonow komorkowych, z tego powodu moj sprzet zostawilam w domu. I dlatego teraz nie moge pokazac Wam zadnych zdjec z tego wyjazdu, a bardzo zaluje, poniewaz wszystko co widzialam cieszylo moje oko. Natomiast pokrotce opowiem Wam o tym co robilam.
75 uczniow zostalo przydzielonych do poszczegolnych grup wedlug tego jakie menu ( zestaw sportow) wybrali. Ja wraz z kolezankami udalam sie: na zajecia fitness - instruktorka pelna energi, ktora potrafi przekazac drugiemu czlowiekowi i pomimo zmeczenia cwiczysz nadal z ogromnym usmiechem na twarzy, kin ball - 3 druzyny, kazda liczaca 4 zawodnikow, ktorzy graja ogromna, natomiast lekka pilka,  badmington- juz wczesniej zdawalam sobie sprawe z tego, ze nie najlepiej gram w badmington, natomiast dzis moge oznajmic wszem i wobec, ze PRZEGRALAM wszystkie 4 mecze. Ale mimo tego swietnie sie bawilam. taniec- przykro mi to mowic, ale bardzo sie zawiodlam, te zajecia nie przypadly mi do gustu ( niesympatyczna instruktorka, skomplikowane uklady taneczne, a do tego wszystkie zbedne wedlug mnie uwagi kierowane w strone slabszych). To odebralo mi i duzej czesci grupy ochote do uczestnictwa w zajeciach. Dlatego opuscilismy sale 30 minut przed koncem i nastepne pol godziny spedzilismy razem na wyglupach.

Pomijajac ostatnie zajeciamoge powiedziec, ze bawilam sie bardzo dobrze. Do domu wrocilam zmeczona, obolala, ale szczesliwa. Mam nadzieje, ze szkola zorganizuje nam wiecej takich wyjsc, tylko nastepnym razem telefony musza byc dozwolone.


Piatek, 11 listopada




To jeden z tych dni, ktory moge zaliczyc do spokojnych. Rozpoczety leniwie- dwugodzinnym czytaniem ksiazki. Po tym przyszedl czas na poranna toalete oraz sniadanie. Nabralam sil i ruszylam do pracy- wykonania kilku obowiazkow domowych. Pomagalam w kuchni, poprasowam sterte ubran, posprzatalam swoj pokoj, uczylam sie do tekstu z angielskiego, spedzilam 1,5 h szukajac otwartej apteki, w ktorej moglabym kupic lekarstwa dla chorej siostry. Ale w tym wszystkim znalazlam odrobine wolnego czasu i udalo mi sie wyrwac z domu, aby pospacerowac po okolicy. Bardzo dobrze zrobila mi taka forma aktywnosci. Przemyslalam sobie kilka spraw, dotlenilam sie i rozruszalam zakwasy, ktore mialam po czwartkowej wycieczce. I obserwujac wszystko co mnie otacza doszlam do wniosku, ze Bruksela o tej porze roku nie nalezy do najbrzydszych. 
A w "sekrecie" zdradze Wam, ze jesienia darze park ( ukazany na zdjeciu) niesamowita sympatia, za to wiosna i latem omijam go szerokim lukiem. I do tej pory nie wiem czym jest to spowodowane. 


Sobota, 12 listopada

Och co to byl za dzien... Godzina 22:00 to godzina odpoczynku, ktora nalezy mi sie po wykonaniu wszystkich przypisanych na ten dzien obowiazkow. Opieka nad chora siostra, wysprzatanie calego mieszkania, zrobienie obiadu, rozpakowanie zakupow, praca nad nowym wpisem. Nie mowie, ze jest tego duzo, ale jednak mozna sie zmeczyc. Piszac ten tekst leze na lozku, ubrana w wygodna pizamke, popijajac ciepla herbatke i ogladajac jednym okiem film , ktory pomimo tego, ze mi sie podoba,  jego tematyka  jest bardzo interesujaca. To jedna mysl, ktora pojawila sie w mojej glowie juz z samego rana nie daje mi spokoju i nie pozwala mi na spokojne spedzenie czasu.
Chcialabym zlozyc zyczenia urodzinowe osobie, ktora naprawde duzo znaczy w moim zyciu, ale wiem, ze ona nawet na nie nie czeka.....




Niedziela, 13 listopada



W Brukseli od rana szaro, buro i ponuro. Do tego kazdy z nas naprzemiennie kaszle, kicha, ciaga nosem. Dlatego nie bylo mowy o zadnym wspolnym, niedzielnym spacerze. Brrr...
Nie chcialam spedzic tego dnia z dupka przed telewizorem, dlatego juz od samego rana szukalam sobie zajecia. Pomalowalam paznokcie dla partnerki mojego taty, zrobilam zakupy w polskim sklepie, upieklam pyszne ciasto z jablek, ktore tata zerwal w ogrodzie swojego przyjaciela. Zupelnie inaczej smakuje szarlotka, gdy robi sie ja z owocow wyhodowanych wlasnorecznie, a nie z tych kupionych w sklepie. Ktore co prawda wygladaja przeslicznie,sa czerwone, bez zadnej plamki, blyszczace, ale niestety bez zadnego smaku. 
Popoludnie spedzone przy kawce i oczywiscie kawalku  ciasta w milym towarzystwie. Duzo smiechu, plotek. Tak jak to z kobietami bywa :)



Na koniec przypominam Wam, ze mozecie skontaktowac sie ze mna, piszac wiadomosc na e-mail: magdalena.stozynska99@gmail.com. Do tego zachecam Was do polubienia strony na facebooku, poswieconej temu blogowi- tutaj, zaobserwowania mojego instagrama: magdastozynska oraz do dodania mnie do znajomych na snapchacie: maagdaalenkaa99. 


wtorek, 1 listopada 2016

Gdzie sie podziewalam?

Czesc :)

Jakze ogromny i szczery usmiech pojawil sie na mojej twarzy dzisiejszego poranka, gdy zdalam sobie sprawe z tego, ze otoz to nadszel dzien mojego powrotu na bloga. 
Nawet gdybym mocno sie starala, caly moj wysilek poszelby na marne, poniewaz zadnym znanym mi sposobem nie udaloby mi sie zatuszowac tego, ze ostatni wpis zostal opublikowany juz kilka dobrych tygodni temu.  Dlaczego? .... wiecie, ze kocham pisac dlatego nie raz bylo Wam dane czytanie postow, ktore nie nalezaly do tych skladajacych sie z max. 10 zdan w ktorych opowiadam o mojej codziennosci. Zawsze szlam w strone tekstow odrobine dluzszych liczacych setki zdan.  Natomiast tym razem bedzie inaczej i nie oddarze, czy tez raczej zasypie Was monologiem mowiacym o mojej nieobecnosci tutaj- czym bylo to spowodowane, jak brakowalo mi kontaktu z Wami i co robilam oraz jak sie w tym okresie czasu czulam. 

Jedyne co moge i czuje, ze moge Wam powiedziec to to iz udalo mi sie ( prawie) wszystko poukladac, zorganizowac swoj czas tak, abym byla w stanie pogodzic ze soba szkole i obowiazki domowe, ktore spadly na moja glowe po tym jak partnerka taty zdecydowala sie wrocic do pracy- gotowanie, sprzatanie, pranie, zakupy oraz opieka nad mlodsza siostra. Udalo mi sie tez popracowac nad soba, swoim charakterem, ocenic co jest dla mnie wazne, a co warto zostawic daleko za soba. I dzieki temu wiem na czym stoje i moge isc naprzod z wysoko podniesiona glowa. :) 


Moze zabrzmi to snobistycznie, ale skupilam sie na sobie- na swoich potrzebach i marzeniach. Zerwalam kontakty z ludzmi, ktorzy na samym poczatku wydawali mi sie najlepszymi przyjaciolmi, a jak sie pozniej okazalo bylam im potrzebna do zaspokojenia tylko i wylacznie ich potrzeb. To ja mialam za zadanie byc przy nich, pomagac, doradzac, rozwiazywac problemy. Niestety nie dzialalo to w obie strony. 
Zrozumialam kto tak naprawde chce dla mnie dobrze. Niewazne, ze do grona bliskich, zaufanych osob zalicze tylko kilka osob: glownie czlonkow najblizszej rodziny. Patrze na charakter drugiego czlowieka,. Nie interesuje mnie ilosc znajomych, ale jesli moge uzyc tego slowa jakosc. 


Tak jak wceszniej mowilam, na dzien dzisiejszy wiekszosc rzeczy idzie po mojej mysli. Nawet w szkole radze sobie bardzo dobrze. To juz czwarta klasa gimnazjum o profilu biologicznym. Nie narzekam na brak prac domowych oraz ilosc materialu, ktory musze opanowac. Poziom nauczania rowniez ulegl ogromnej zmianie, ale dzieki ciezkiej  i systematycznej pracy nie mam z niczym problemu. 

Po powrocie z wakacji spedzonych w Polsce, zaszlo we mnie kilka zmian, nie tylko fizycznych, ale i tych zwiazanych z moim charakterem, biorac za przyklad: pomimo tego, ze nawiazywanie nowych znajomosci nadal nie przychodzi mi latwo, to otworzylam sie do ludzi, ktorych znam juz od jakiegos czasu. Dlatego w tym roku szkolnym juz od poczatku otaczam sie grupka kolezanek, z ktorymi prowadze rozmowy na rozne tematy, zartuje i spedzam wspolnie wolny czas. Dzieki temu moja umiejetnosc porozumiewania sie w jezyku francuskim ulegla ogromnej poprawie. Przede wszystkim poznalam bardzo duzo slowek, zwrotow, poprawila sie wymowa, umiejetosc czytania i pisania.
To wszystko osiagnelam rowniez  dzieki pracy, ktora wykonywalam podczas wakacji- regularne czytanie ksiazek oraz ogladanie filmow w obcym jezyku. To jak widac, o czym przekonalam sie na wlasnej skorze, bardzo pomaga.


Na dzien dzisiejsy to wszystko, zegnam sie z Wami serdecznie, dziekuje za to, ze zawitaliscie do mnie i zachecam Was do nastepnych odwiedzin, poniewaz juz wkrotce solidna dawka wpisow mojego autorstwa.

I zgodnie ze starym zwyczajem, przypominam Wam, ze mozecie skontaktowac sie ze mna za pomoca e- mail: magdalena.stozynska99@gmail.com. Zachecam do zaobserwowania strony na fb poswieconej temu blogowi- tutaj, dodania mnie na snapchacie- maagdaalenkaa99 oraz instagramie- magdastozynska. A kazde pytanie mozecie kierowac do mnie w komentarzach na dole badz na asku- madzioch99.

Moze macie jakies pomysly na wpisy, ktore chcielibyscie zobaczyc w moim wykonaniu?